Sonya Nex: To moja droga wyjścia z mojej strefy komfortu. Wyzwanie. Nigdy tego nie robiłem

Nie jest łatwo czerpać inspirację i motywację ze wszystkiego, co nas otacza, ale najważniejsze jest, aby zacząć. Tutaj pomoże ci wyjście na bieg po ciężkim dniu w pracy i banalne przeglądanie kanału na Instagramie. Jedną z nielicznych osób, które od dawna pomagają mi rozpalić i nastawić się na produktywny i aktywny dzień, była, jest i jestem pewien, że (!) Urocza mama fitness, blogerka, trenerka i mentorka Sonya Nex .

Niedawno jej lista osiągnięć została uzupełniona o metę niesamowicie klimatycznego maratonu londyńskiego. Potem spotkaliśmy się, żeby porozmawiać o tym, jak postanowiła pokonać tak trudny dystans, zakochała się w bieganiu i została ambasadorką New Balance.

- Sonya, powiedz mi, czy rok temu myślałaś, że w kwietniu przebiegniesz maraton, a na mecie będzie czekała na Ciebie Królowa Anglii i medal?
- Oczywiście, że nie! Rok temu właśnie zacząłem biegać i szczerze mówiąc było to dla mnie bardzo trudne: nienawidziłem biegać ( śmiech ). Chociaż przez całe życie uprawiałem sport, z jakiegoś powodu związek z bieganiem był początkowo napięty. Nawet kiedy przygotowywałam się do startu w bikini fitness, moje cardio prawie nie biegło. Ciągle myślałem, że boli mnie kolano lub coś innego. Myślałem, że bieganie urodziło nogi i łydki.

- A co się wtedy stało?
- Wtedy urodziła się Eva. A po porodzie nie wiem, co mnie przekonało, minęło pięć miesięcy iz jakiegoś powodu poczułem się zraniony: dlaczego nie mogę biegać? Ubrałem się, włożyłem swoje zwykłe trampki, a nie buty do biegania i przebiegłem pierwsze 3 km, zatrzymując się dwukrotnie i bez tchu. Byłem obrażony, że miałem tak okropny oddech i wytrzymałość, jakby w ogóle jej nie było.

A potem wszystko zaczęło się kręcić, zaproponowano mi udział w moim pierwszym oficjalnym wyścigu. Sam się do tego przygotowałem, jak wiedziałem i najlepiej jak potrafiłem. 5 km to było dla mnie wtedy dużo. Jeszcze przed wyścigiem raz przebiegłem te 5 km i poczułem się jak bohater, bo udało mi się pokonać siebie. Powiedziałem wszystkim, że ci, którzy biegają w maratonach, i tak robią to z jakimś rodzajem dopingu, ponieważ to nierealne.

- Jaki był twój pierwszy wyścig?
- Kiedy przebiegłem moje pierwsze 5 km, kulałem, bo miałem buty do biegania. Biegnąłem więc, kulejąc, bolała mnie okostna, ale nie zwracałem uwagi. Pobiegłem w 34 minuty. Byłem z siebie strasznie dumny, ale nogi bolały mnie tak bardzo, że nawet pomyślałem, że zrezygnuję z pomysłu biegania, chyba nie całego mojego.

Ale potem pociągnął mnie sklep dla biegaczy, pomyślałem, że powinienem kupić sobie trampki ... W ogóle przetestowali mnie na torze, podnieśli trampki. Wtedy zdałem sobie sprawę, że wybór butów do biegania jest najważniejszy, w przeciwnym razie mogę pożegnać się z kolanami lub stopami.

- Czy od razu wpadłeś na pomysł maratonu?
- Och, to było jeszcze daleko ( śmiech ). Potem przebiegłem krótkie odległości 5-10 km, tylko poranne biegi miały po 3 km, nie planowałem biegać dłużej. Ale miałem wielu znajomych, którzy biegali półmaratony - dla mnie byli półbogami, bo nie rozumiałem, jak biegają tak długo? Podziwiałem ich, ale sam wiedziałem, że nie mogę, z jakiegoś powodu miałem wrażenie, że wymaga to specjalnego przygotowania. Chciałem nawet wynająć trenera lub iść do klubu biegaczy, ale nigdy do nikogo nie chodziłem. Przebiegłem wiele wyścigów na 10 km, ale były mi one dane tuż obok siebie: myślałem, że 10 km to dla mnie limit.

- Powiedz mi, jak zostałeś ambasadorem New Balance i zaangażowałeś się w takie przygoda taka jak maraton londyński?
- W grudniu otrzymałem list: czy chciałbym przebiec maraton w Londynie? I poczułem się tak, jakby coś przeskoczyło rytm: jak mogę tego nie chcieć? Chcę! Maraton, New Balance - wszystko brzmiało super, więc odpowiedziałem krótko: Tak, chcę. Nie od razu uwierzyłem, że to naprawdę poważne zaproszenie, a nawet po wylogowaniu nastąpiła cisza.

Po Nowym Roku cała historia wypłynęła ponownie: znalazłem list, zarejestrowany na wyścig, poszedłem do biura, spotkałem się z urzędnikami i zdałem sobie sprawę, że to nie był żart, to było dla mnie wyzwanie. Ale pozwolono mi przebiec 21 km, bo myśleli, że osoba, która nie przebiegła półmaratonu, nie przebiegnie maratonu. Ponieważ nie wiesz, jak twoje ciało będzie się zachowywać. Aby to zrozumieć, trzeba przebiec przynajmniej połówki, ale nie miałem na to czasu. Maksymalny dystans do maratonu to dla mnie 15 km.

- Czy to były jakieś zawody?
- Prawie ( uśmiechy ), to ja wybiegł z wejścia i po prostu postanowił pobiegać. I szczerze mówiąc, 15 km to dla mnie dużo.

- Jak zorganizowany był Twój proces treningowy? Przecież od Nowego Roku do kwietnia zostały tylko trzy miesiące.
- Zostałem trenerem, mistrzem sportu w lekkoatletyce, sumiennie uczęszczałem na zajęcia, nie przegapiłem. Oprócz zajęć na arenie miałam samodzielny trening. I zdałem sobie sprawę, że z biegiem czasu łatwiej mi biegać, organizm przyzwyczaja się do tego. Powiedziano mi, jak poprawnie biegać: jak biegać zgodnie z pulsem bez forsowania ciała, był też trening szybkościowy - wszystko to razem daje wyniki.

Później przypomniałem sobie wszystkie te treningi na 39. kilometrze. Jestem taką osobą, że jeśli rozumiem, co mogę zrobić, to ważne, żeby nie oszukiwać.

W efekcie nawet trenerzy nie wiedzieli, czy przebiegnę ten dystans. Narysowali mi plan na połowę dystansu, trzymałem się go iw zasadzie przebiegłem półmaraton w około dwie godziny. A potem już zrozumiałem, że gdybym przestał, byłby to dla mnie ten sam freebie. Właśnie zdałem sobie sprawę, że na 21 km całośćtej euforii, nie wybaczyłbym sobie, gdybym przestał. Fizycznie i psychicznie czułem się absolutnie normalnie.

- Co tam się stało po tych 21,5 kilometrze?
- Najciekawsze jest to, że do maratonu było zgłoszenie każdy fan mógł podążać za każdym biegaczem. Wielu moich przyjaciół, chłopaków z New Balance, mój brat śledził mnie na mapie. Mój brat mieszka w Londynie, myślał, że do mety czołgam się 6-7 godzin. Ale kiedy zobaczył, że jestem już na 30. kilometrze, wybiegł z domu, aby dotrzeć do mety i spotkać się ze mną.

- Super! Czy cel można uznać za osiągnięty?
- Niewysłowione emocje z maratonu, nic nie da się z niczym porównać, to było jakieś zwycięstwo nad sobą. Przez chwilę nie miałem celu do zrobienia. Później wielu napisało do mnie: Och, co ty biegałeś przez pięć godzin? Coś długiego ... Cóż, przepraszam ( śmiech )! Biegałem pierwszy raz, nie wiedziałem, jak zareaguje mój organizm po 30 kilometrze - a co gdybym był przytłoczony? Bieganie na najwyższych obrotach byłoby absurdem. Nie biegałem dla wyniku, ale po to, aby biec i osiągnąłem ten cel.

- Opowiedz nam o dystansie, jaka była atmosfera maratonu?
- Na maratonie w Londynie pojawiło się jakieś nierealne wsparcie i energia. Kiedy szedłem na start byłem już zmęczony, bo przeszedłem pięć kilometrów pod górę: tam w Greenwich szliśmy z naszymi rzeczami pod słońcem. Było gorąco, temperatura nie pozwalała biegać, ale tam wszystko było tak dobrze zorganizowane: były prysznice, woda z wężyków, można było pić prawie co kilometr. Oblałem nogi, wypiłem dwa łyki i oblałem się. Próbowałem biec pod górę, chociaż po 30 kilometrze zacząłem rozumieć, że organizm już się poddaje, ale w końcu udało mi się rozłożyć.

Wiele osób wyjechało po 30 km. Przed półmaratonem wielu biegało, kulało, ale przetrwało, ale potem wielu zaczęło robić krok. Kiedyś przełączyłem się na krok, po 30 km, kiedy wydawało mi się, że lepiej się zatrzymać: puls był wysoki, a tempo niskie, nie tak jak na początku. Próbowałem zrobić krok, ale było jeszcze gorzej, bo moje ciało przyzwyczaiło się do biegania, całe ciało zaczęło boleć, nogi stały się zdrętwiałe. Jeśli będę chodził, będę chodził 10 godzin, nadal mógłbym biegać lepiej. Przeszedłem 500 metrów, ale tam ludzie tak krzyczeli, wspierali mnie tak, że nie mogłem już chodzić, dalej biegałem.

Miałem inne myśli, zdarzyło się, że wszedłem w siebie, a kilometr przemknął niezauważony, stało że czytałem napisy na koszulkach, patrzyłem na ludzi - łapałem energię. I na początku prawie się rozpłakałem, bo nie mogłem uwierzyć, że tam jestem. Cały Londyn był na ulicach. W innych okolicznościach mógłbym nie biegać.

- Co było tego ranka przed startem, kiedy się obudziłeś? Jak przygotowałeś się psychicznie?
- Nie wiedziałem, do czego zmierzam, martwiłem się o poetę, ale naprawdę nie mogłem zrozumieć, co się stanie. Można to porównać do porodu - Ty też nie wiesz, co Cię czeka, gdy będziesz rodzić po raz pierwszy.th ( śmiech ). Wydaje się, że się boisz, ale wydaje się to interesujące. Zależało mi na tym, żebym jadł, zakazali picia kawy - postąpiłem zgodnie z radą.

- Czy przed wyjazdem przeszedłeś jakieś badania medyczne?
- Nie biegaj, ale byłam testowana, wiem, że mam dobre atletyczne serce. Biegałem z pulsometrem, stale monitorując odczyty: gdy tylko tętno nieznacznie przekroczyło normę, zwolniłem. Nie biegałem w strefie niebezpiecznej, moje tętno wynosiło od 150 do 170 uderzeń na minutę, nigdy nie przyspieszyłem do żadnej niebezpiecznej strefy, zaoszczędziłem zasoby, aby dotrzeć.

- Czy miałeś treningi na bieżni?
- Nie, biegacze kontra bieżnie, bo to nie jest jeden i to samo, co w porównaniu z chodnikiem na arenie lub asfaltem. Nawet teraz ciężko mi biegać 10 minut po torze, czujesz się jak chomik w klatce ( śmiech ). Wolę biegać w deszczu, śniegu niż na symulatorze. Poprawiło to zarówno moje umiejętności biegowe, jak i siłę woli.

Cieszę się, że nie zawiodłem New Balance, przebiegłem maraton, bez względu na to, co mówią.

Czy maraton stał się dla Ciebie nowym punktem odniesienia?
- Co roku piszę listę życzeń, co bym chciał osiągnąć w tym roku. A moje życzenia zawsze się spełniają. Napisałem maraton w Londynie. Jeśli los, to się ułoży. I wszystko się udało!

- Posłuchaj ciała na maratonie? Co on może powiedzieć?
- Jeśli biegniesz i bolą Cię kolana, rozumiesz, że to więzadła, stary uraz, bolesny, to być może jest to znak, że musisz się zatrzymać. Sam się tego bałem, bo mam starą kontuzję, łąkotkę oderwano od czasów tanecznych. Ale wyleczyłem go sam na siłowni, bez żadnych operacji: podczas biegania w ogóle tego nie czuję, a czasami zdradza to podczas tańca. Bałem się, że po 30-tym kilometrze kontuzja może o sobie przypomnieć. Ale nie, więzadła to nic, tylko mięśnie były zatkane. Postanowiłem, że tak długo, jak będę mógł, będę biegał, muszę, to znaczy muszę.

Kiedy sportowcy poczuli się naprawdę źle, położyli się płasko i zostali zabrani. Wielu zatrzymało się na chwilę, a potem znowu biegło. Nowo przybyli byli widoczni: przez pierwsze kilometry biegli szybko, a potem zostali zdmuchnięci. Ale na 35 kilometrze przed nami wciąż była górka, ale kiedy tam dotrzesz, nie obchodzi cię to.

- Jak doszedłeś do siebie po mecie?
- Ja, szczerze mówiąc, byłam zszokowana tym, jak szybko wyzdrowiałem. Wielu maratończyków powiedziało mi, że trzeba poświęcić tydzień, żeby dojść do siebie, wszystko będzie bolało. Wieczorem po biegu bolały mnie nogi, wydawało się, że je przepompowałem. Ale po zakończeniu zdecydowałem też, że pilnie potrzebuję sandałów Louis Vuitton, poszedłem do butiku w stroju do biegania i z medalem, rozbawiłem konsultantów.

A potem poszedłem do sauny i wypiłem BCAA. WstałemCiśnienie było prawdopodobnie spowodowane takim obciążeniem. Po raz pierwszy od miesiąca zjadłem pokarm białkowy - owoce morza. Bo przed startem postanowiłam ułatwić życie swojemu organizmowi, aby nie marnował energii na trawienie mięsa. Ponadto waga nieco spadła: im mniejszy ciężar, tym łatwiej biegać. Wypiłem trochę czerwonego wina - było świetnie, ciśnienie wróciło do normy. Rano wszystko trochę bolało, ale nie przeszkadzało to w chodzeniu.

- Co Cię motywuje?
- To jest mój sposób na życie. Lubię dobrze wyglądać, osiągać swoje cele. A kiedy jest to związane z podróżami, z czymś dla mnie nowym, po prostu się zapalam. Pozwalam sobie na błędy i rezygnuję z luzu, ale często chcę i robię, jestem wobec siebie surowy. Poza tym mam dużą publiczność: kiedy tysiące ludzi piszą do Ciebie: Możesz to zrobić, nie poddawaj się, naprawdę szkoda się wycofywać, to wsparcie dodaje siły. Bardzo mi pomogło bieganie.

Bieganie to sport, w którym wynik zależy od Ciebie, a nie od sędziów, jak na przykład w bikini fitness, gdzie zajęło Ci trzecie miejsce, ponieważ że twoje włosy są o 5 cm krótsze niż u rywala. Biegając, przygotowujesz się, przygotowujesz, chodzisz, robisz i uzyskujesz wynik. Na pewnym kilometrze nie zauważasz, że biegasz, niosą Cię nogi, a czasem przychodzą na myśl myśli, które nie pojawiają się w niej nawet w stanie spokoju.

- Co Ci pomaga pozostać taką pięknością?
- Ostatnio uprawiam tylko jogging. Bałam się uderzyć w moje ciało siłą, bo kiedy się kołyszą, czuję się nieswojo biegając. W zeszłym miesiącu wykluczyłem wszystko oprócz biegania, napompowałem mięśnie brzucha jak najwięcej, stałem w barze, napinałem ramiona - elementarne kompleksy pomagające w bieganiu. Nie możesz po prostu biegać i nic nie robić, potrzebujesz wszystkiego do pracy i rozwoju. Rozciąganie jest koniecznością! Myślę, że rozciąganie po maratonie usunęło wszystkie nieprzyjemne doznania w mięśniach. Im szybciej biegniesz po maratonie: następnego dnia lub następnego, tym szybciej ustąpi ból gardła.

- Jeśli w przyszłości napisałbyś książkę lub nakręcił film o sobie, jak opisałbyś ten okres w życiu?
- Walka ze sobą i opuszczanie swojej strefy komfortu. Wyzwanie. Nigdy tego nie robiłem.

Poprzedni post London Marathon 2018: jak go zapamiętamy?
Następny post Ściśle według statusu: jakie są etykiety wyścigów drogowych i dlaczego są potrzebne?