Kirill Nagiyev: snowboard to rap

Każdy, kto kiedykolwiek odwiedził Quiksilver New Star Camp , zdecydowanie zasługuje na osobny wywiad. Co roku obóz gromadzi na swoim terenie ogromną liczbę ciekawych i odmiennych jeźdźców. Dla nich to spotkanie to nie tylko banalne zamknięcie kolejnego sezonu, to okazja do spędzenia czasu z ludźmi o podobnych poglądach, odurzenia na zawodach jibowych, zejścia na imprezę przy rytmach swoich ulubionych DJ-ów i pooddychania wiosennym nastrojem bez zdejmowania butów i kładzenia deski na dalszą półkę. / p>

DJ, aktor i bloger Kirill Nagiyev jest jednym z bywalców obozów. Udało nam się spotkać z nim osobiście i porozmawiać o zamiłowaniu do desek, spotkań towarzyskich i kitesurfingu w Petersburgu.

- Cyryl, w swoim arsenale masz doświadczenie w jeździe nie tylko na desce, ale także na latawcu, longboardzie. Skąd taka miłość do desek? Jak zacząłeś?
- Jeżdżę na snowboardzie przez całe życie, odkąd skończyłem 12 lat. Potem przerzuciłem się na skate, BMX i wszystko inne. To dla mnie styl życia.

- Co sądzisz o całej tej ulicznej kulturze? Co się teraz dzieje?
- Teraz nadchodzi nowe pokolenie, a może już jestem jak starzec, który mówi coś w stylu: W naszych czasach były normalne imprezy. Teraz wszystko stało się bardziej masywne. Nie ma już takich, że snowboardziści to białe wrony na stoku. To już jest znane. Moim zdaniem najważniejszy jest styl: prawdziwi kolarze są od razu widoczni. Dziś niestety jest więcej osób, które raz w roku na tydzień lub dwa przebierają się w kombinezony snowboardowe. A te pierwsze stają się coraz mniejsze.

- Czy miałeś jakieś historie, które zainspirowały Cię na samym początku Twojej podróży, kiedy dopiero wszedłeś na pokład? To był dokładnie czas, kiedy pojawiły się pierwsze kasety z różnymi filmami akcji.
- Bardziej zainspirował mnie przykład znajomych niż niektórych kultowych jeźdźców. W naszej szkole licealiści zaczęli jeździć na deskach snowboardowych. Mój przyjaciel po prostu jechał i zabrał nam maluchy. Prawdopodobnie od tego czasu zakochałem się w wizerunku szumowiny - jak zwykli nazywać snowboardziści.

- Jak doszedłeś do kitesurfingu?
- To nasza lokalna rozrywka. Sankt Petersburg jest w zasadzie uważany za stolicę rosyjskiego kitesurfingu, więc nie można było na nim nie wejść. Myślę, że prędzej czy później wszyscy tego spróbują lub dojdą do wniosku, że to najdziwniejsza rzecz ze wszystkich desek.

- Stolica kitesurfingu? Ciekawe.
- Tak, w Petersburgu są wszystkie warunki, aby nauczyć się jeździć latem. W tym roku gościliśmy nawet mistrzostwa Rosji w surfingu. Tuż przed naszą stacją kitesurfingową.

- Jak niedrogie jest uprawianie kitesurfingu w Petersburgu?
- Możesz spojrzeć na zestaw sprzętu gdzieś na Avito, aby to było tańsze, a reszta zależy tylko od chęci i dostępnościczas. Ponieważ musisz stale monitorować wiatr. Przyjdź na każdy, nawet fałszywy, impuls.

- W przybliżeniu, ile dni przypada latem na jazdę?
- W tym roku były 34 dni. Nie przegapiłem ani jednego.

- Obserwujesz swoją fizyczną formę czy wszystko jest możliwe tylko dzięki Twoim hobby?
- Tylko dzięki jeździe na łyżwach. Nie lubię trenować bez celu. Jeśli w czymś się poprawisz, w jakimś interesującym Cię sporcie, ciało się zmienia. Tylko dla ogólnej sprawności fizycznej czasami podciągam się lub robię coś takiego.

- Jeśli mówimy o filozofii kultury ulicznej, co jest dla Ciebie najcenniejsze?
- Jeździsz na deskorolce , nikomu nie krzywdzisz. Czysty rap, pośpiech. Poruszasz się w ten sposób po terenie, na miejscu, na wodzie. Porównuję jazdę na łyżwach do rapu. Bardzo mnie to inspiruje. To jest jakaś wewnętrzna wolność, którą musisz zachować w sobie. Nie możesz stracić rapu w swoich przedsięwzięciach.

- Jeździsz na desce przy jakiejś muzyce? Czy akompaniament muzyczny jest dla ciebie ważny, czy przyjemniej jest jeździć sam na sam ze swoimi myślami?
- To w ogóle nie ma znaczenia. Uwielbiam jeździć w towarzystwie. Szczególnie w lesie, w puchu. Zostałem do tego stworzony. Nic bardziej mi się nie podoba. A dobre towarzystwo to bonus.

- Jakie były najfajniejsze miejsca do freeride'u? Gdzie chciałbyś wrócić?
- Oczywiście Rosa Khutor, to prawda, wszystkie warunki i ciekawe tory zostały stworzone tutaj. Ogólnie bardzo mi się podobało w Bułgarii, w kurorcie Bansko. Jest piękna góra, dużo puchu i młodych ludzi. Bardzo fajne.

- Wielu freeriderów trenuje na ziemi, studiuje teren przed zejściem. Próbujesz jakoś zabezpieczyć się na stoku?
- Najważniejsze jest, aby jeździć z osobą, która zna drogę. Szczególnie przy słabej widoczności i obfitych opadach śniegu. Pamiętaj, aby mieć ze sobą przewodnika lub osobę, która mieszka tam na stałe. Staram się nie iść sam. Dopiero niedawno zdałem sobie sprawę, jakie to ważne. Jak mówią, surfowanie nigdy nie jest samotne. I to jest absolutna prawda.

- Czy są jakieś miejsca, w których góry, których jeszcze nie dotarłeś, ale naprawdę chcesz?
- Naprawdę chcę jeździć po Gruzji lub w Himalajach, w Indiach. Bardzo trudno się tam dostać, ale są dobre ośrodki narciarskie. Mieszkałem w stanie Himachal Pradesh przez długi czas, a teraz miałem ochotę tam wrócić i pojeździć. Z powrotem w Japonii. Gdziekolwiek jest fajny freeride, chciałbym spróbować jeździć.

- Opowiedz nam o projekcie Soul Camp? Co to dla Ciebie oznacza i jak powstał taki pomysł?
- Pomysł nie należy do mnie, mogę być jednym z inspiratorów. Tyle, że od młodości zawsze jeździliśmy do Karelii na odpoczynek. W pewnym momencie przerodziło się to w chęć zaproszenia znajomych. Zbierało się coraz więcej ludzi, w końcu założyli obóz. W tym roku nie ma wolnych miejsc pracy. Lazaczyna się w połowie maja.

- Czy zabierasz swoje gadżety przy wejściu?
- Nigdy w życiu. To jest rower. Mamy panele słoneczne, różne urządzenia. Możesz zabrać ze sobą gadżety, po prostu nic nie łapie. W tym roku chcemy dostarczyć wzmacniacz. Nie mamy celu, aby kogoś unieszkodliwić. Namioty same w sobie wyglądają jak pięciogwiazdkowy hotel w środku, więc wiele osób również chce Wi-Fi.

- Po jakie sensacje ludzie chodzą na twój obóz?
- Wydaje się, że jest tu namiot z przyjaciółmi i wydaje się, że jest modny. Dlatego nazywa się go glamping - efektownym kempingiem. Nie lubię tego słowa.

- Jakie zajęcia odbywają się na obozie?
- Są quady, kajaki, wędkowanie. Na wyspie jest łaźnia, którą osobiście zbudowałem z przyjacielem. To stało się główną atrakcją obozu. Chociaż łaźnia nie była pierwotnie planowana, zbudowałem ją w ostatniej chwili przed otwarciem.

- Czy Ty sam bierzesz udział w tych rozrywkach?
- To moje rzeczy, wynajmuję je. Dlatego oczywiście jeżdżę konno, prowadzę wycieczki po Karelii. Mamy wycieczki, zbieramy grupy ludzi na czterech quadach, ja jestem na piątym miejscu. Zabieramy ludzi do interesujących miejsc. Kiedy tam jestem, robię to. Kiedy wieje wiatr, jestem w Petersburgu.

- Jaką radę dałbyś facetom, którzy jeszcze nie odważyli się wsiąść na latawiec lub wyjechać za miasto z przyjaciółmi na długi czas?
- Jeśli tak jest pragnienie, trzeba dać wszystko, aby je spełnić. Zawsze staraj się o kogoś. Zawsze znajdź kogoś, kto jeździ lepiej niż ty i spróbuj z nim jeździć. To najważniejszy klucz do sukcesu. To jedyny sposób na rozwój. Nie ma innego sposobu na snowboard lub kite. Po prostu patrz i powtarzaj. Sam zdałem sobie z tego sprawę dopiero w wieku 25 lat.

Poprzedni post Jeźdźcy mówią: narciarstwo alpejskie i surfing to wolność
Następny post Josh Sheehan: 5 legendarnych sztuczek FMX