Jak przebiegłem maraton w Berlinie: historia Nadii Belkus

Nazywam się Nadia i przebiegłem maraton w Berlinie. Wcześniej biegałam przez trzy lata, podróżowałam biegać, pisałam o bieganiu, o świadomości, że trzeba słuchać swojego ciała i kochać siebie. Wymyśliłem sobie trudności i bohatersko je pokonałem. Ogólnie rzecz biorąc, moja historia maratonu, którą skończyłem opowiadać w Berlinie nieco dalej niż Brama Brandenburska, jest mniej więcej taka sama.

Mała pomoc dla początkujących maratończyków

Miasto, w którym przebiegniesz swój pierwszy maraton, powinno być albo takie, w którym masz kipiącą energię, albo że trasa przebiega tak miejsca, z których nie sposób oderwać wzroku.

Dla mnie Berlin to bezpośredni hit pod każdym względem: miasto, które kocham z całego serca, bardzo płaski tor, jedna z najlepszych organizacji na świecie (ten maraton jest jednym z sześciu głównych ), wiele wysokich punktów orientacyjnych, które są bardzo wygodne w użyciu w biegu. To, co lepiej wybrać - apartament czy hotel - zależy od Ciebie, ale postaraj się, aby ta lokalizacja znajdowała się bliżej początku. Po zakończeniu będziesz szczęśliwy.
Jak przebiegłem maraton w Berlinie: historia Nadii Belkus

Zdjęcie: z osobistego archiwum Nadii Belkus

I przebiegł maraton za drugim podejściem, rok po rezygnacji z miejsca uczestnika. Wydawało mi się, że wystarczy się bardzo starannie przygotować, aw żadnym wypadku nie zakochać się latem. Pięć miesięcy przed imprezą zbudowałem sobie plan treningowy (Nike Running Club, poziom początkowy), utworzyłem w Google Docs znak, w którym wpisałem bieganie i cross-trening, pokolorowałem i wypełniłem komórki, obliczyłem wynik (teraz mogę powiedzieć, że wykonałem plan na 45 %), regularnie chodził na jogę, pływał w rzece i jeździł na longboardzie.

Wszystkie słowa o tych zajęciach powtórzyłem jak zaklęcie biegnąc na start w moim klastrze rano w niedzielę maratonu. Jeśli pewnego dnia nagle masz zamiar przebiec maraton, postaraj się znaleźć najlepszą grupę wsparcia. Najmądrzejsi to twoi przyjaciele, którzy już przebiegli maraton. Rozumieją więcej niż ty, żadnych żartów.

Jak przebiegłem maraton w Berlinie: historia Nadii Belkus

Zdjęcie: z osobistego archiwum Nadii Belkus

Co musisz zrobić: ustal, na którym kilometrze i po której stronie toru będą na Ciebie czekać, ile żeli, coli i chusteczek potrzebujesz, bo możesz wycierać sutki, pięty, zużywać się, marznąć lub po prostu się zdenerwować. I tutaj wsparcie jest Twoją linią ratunkową. Od niej zależy, czy dostaniesz to, czego potrzebujesz. Miałem szczęście - udało mi się.

Jak przebiegłem maraton w Berlinie: historia Nadii Belkus

Zdjęcie: z osobistego archiwum Nadii Belkus

Najwięcej spokojną częścią maratonu jest odebranie pakietu startowego i numeru. Przyjedź na nieaktywne lotnisko Tempelhof i zgub się w czterech hangarach Expo z jedzeniem, ubraniami, samochodami, napojami izotonicznymi, piwem z kiełbaskami, miniaturową kopią Bramy Brandenburskiej, samozaładowczymsznurówki, plecaki i nie tylko. Skala tego, co się dzieje, jest taka, że ​​szybko zdajesz sobie sprawę, jak masowy i dochodowy może być bieganie.

Autorytatywne publikacje zalecają, aby dni przed wyścigiem przeżyć dość spokojnie. My oczywiście nie siedzieliśmy spokojnie i na dzień przed maratonem pojechał cały Poczdam. Jest tam niesamowicie pięknie i było warto, ale kiedy wróciłem do Berlina wystarczająco późno, nie wiedziałem, gdzie w pobliżu zjeść porządny makaron (bez mięsa), a byłem zadowolony z zupy z owoców morza, bananów i bagietki z pesto.

Pomalowaliśmy wszystkie miejsca spotkań biegacza z kibicem, przygotowaliśmy strój do maratonu, zrobiłem zdjęcie z numerem i zdałem sobie sprawę, że nawet nie wyobrażam sobie, co będę robić za 10 godzin. Jestem kiepskim biegaczem maratońskim i wolę pół szklanki Rieslinga wieczorem i głęboki sen bez snów od trzeźwości.

Jak przebiegłem maraton w Berlinie: historia Nadii Belkus

Zdjęcie: z osobistego archiwum Nadyi Belkus

Rano wszystko potoczyło się bardzo szybko: napisz podział czasu na mojej dłoni (zdecydowałem się biegać o 5.40), zjedz 2 banany, sprawdź rzeczy w małej torebce na pasku (czy są jakieś torby z magnezją), ponownie zasznuruj moje Nike Structure, ubierz się do worka na śmieci i wyjdź. Start maratonu (i meta) odbywa się w Tiergarten i trzeba nim długo chodzić. Na pewnym etapie kibice nie mogą iść dalej, więc szedłem sam po ogrodzonych kieszeniach startowych z elitarnymi, bardzo szybkimi, szybkimi i umiarkowanie szybkimi biegaczami.

Nie tak twardzi sportowcy zebrani w mojej kieszeni, żartują sobie, biegają z przyjaciółmi i generalnie jest prawie tyle samo kobiet, co mężczyzn. 20 minut po najszybszym starcie w końcu przekraczam łuk startowy. Po pięciu minutach pozbywam się długiego rękawa i dalej biegnę gęstym strumieniem. Należy zaznaczyć, że w Berlinie gęstość spływu biegaczy utrzymywała się prawie do samego końca i tylko bardzo niewielki procent z nich przeszedł na stopień (no to znaczy pewnie przekroczyli na kilka sekund, a potem znowu pobiegli). Zaczyna się to, co uderzająco różni się od Moskwy, zwłaszcza regionalnej - każdy startuje z dowolnego miejsca, często tworząc niesamowity chaos i zamieszanie w pierwszej części dystansu.

Aż do 20. kilometra bawiłem się sprawdzaniem podziałów i mówieniem do siebie: „Och, masz jeszcze 8 minut i 2 kilometry na przebiegnięcie do następnego etapu, robisz to, tak, Dobra robota". Obliczyłem, ile jeszcze dzieliłem dystansu, zjadłem żele, napiłem się wody i napojów izotonicznych i rozejrzałem się. Szukałem biegaczy, których znałem na Instagramie. Z drugiej strony z przyjemnością stwierdziłem, że biegnę gładko, ale po 29. kilometrze byłem mocno przygnębiony. Stało się dla mnie jasne, że wciąż jest dużo biegania, a potem było bardzo zimno i nie chciałem ruszać nogami. (Później stało się jasne, że to wszystko z powodu braku wody w organizmie i jest leczone małą butelką, która jest z tobą wszędzie). Na 32-36 kilometrach już prawie nie maTopię telefon, bo to zrozumiałe: jestem zmęczony i najprawdopodobniej nie pasuję do szpagatu (w rzeczywistości tak nie jest).

Jak przebiegłem maraton w Berlinie: historia Nadii Belkus

Zdjęcie: z osobistego archiwum Nadyi Belkus

Na 37. kilometrze czeka mnie ulica, którą idę z mojego tymczasowego domu do stacji metra i do samego domu, koleżanka z butelką coli i wielką chęć rzucenia wszystkiego i pójścia spać. Trochę chodzę, potrząsam colą, flirtuję i traktuję biegacza sodą, który jest teraz znacznie smutniejszy ode mnie. Cały czas obiecuję sobie, że „tylko tam za światłami drogowymi za łukiem za wysokim domem możesz chodzić, jeśli chcesz”, ale ja tego nie robię. Widzę Bramę Brandenburską, rozumiem, że wszystko już prawie się skończyło i na 5'13 'kończę swój pierwszy maraton.

Tak naprawdę na mecie nie było myśli, poza tymi standardowymi: „O tak, zrobiłem ten cholerny maraton!”, „Nigdy więcej!”, „Haha, teraz możesz żartować głupie żarty o biegaczach maratońskich” , „Boże, dlaczego jestem taki brudny ?!” i „Jak cudownie, że nie musisz już nigdzie biegać”. Biorę medal, ogromną torbę jedzenia, oddaję chip, przebieram się w suche i ciepłe ubranie i rozmawiam bez przerwy.

Od czasu do czasu myślę, że maraton to godzina, w której nic nikomu nie jest winien. Nie odpowiadaj na telefony i listy, nie powinieneś robić trzech rzeczy naraz, to proste - biegasz. Prawdopodobnie w życiu wszystko powinno wyglądać tak: w tej chwili robisz jedyną rzecz i wszyscy w niej jesteś.

Poprzedni post Praca i podróże na całe życie
Następny post Jesteś tylko lepszy: 8 wskazówek od guru fitness